Mój ogród powstawał w trakcie budowy domu. Pierwsze obrzeża były drewniane. Dlaczego? Dlatego, że były łatwe w montażu, tanie (a to był wówczas bardzo ważny czynnik) oraz "na chwilę". Myślałam, że za jakiś czas wymienię je na inne, bardziej trendy. Jednak z czasem obrzeży w ogrodzie pojawiało się coraz więcej i siłą rzeczy musiałam wybierać ten sam materiał, aby zachować spójność. Nie było wówczas mowy o wymianie wszystkich płotków, ponieważ szkoda mi było zainwestowanych już pieniędzy i co tu dużo ukryć - włożonej pracy. Po nadaniu drewnianym obrzeżom koloru impregnatem, zagościły one w moim ogrodzie na kilka dobrych lat. Jednak pewnego dnia spostrzegłam, że drewniane płotki są już mocno wysłużone i nadjedzone "zębem czasu". Powiedziałam więc: "koniec naszej długoletniej znajomości". Nadszedł wreszcie odpowiedni moment na zmiany. Określiłam więc budżet i termin realizacji inwestycji i wybrałam materiał. Zależało mi na czymś trwałym i długoletnim. Zdecydowałam się więc na kostkę granitową.
Przed rozpoczęciem prac musieliśmy kupić piasek, cement, drobne kamienie, tzw. otoczaki oraz odpowiednią ilość kostki granitowej określonego rozmiaru. My wybraliśmy średnią wielkość kostki z uwagi na to, aby obrzeża nie były ani za szerokie ani zbyt drobne. Z uwagi na ciężar kostki kupowaliśmy ją na tony. Za całość zapłaciliśmy ok. 1 000 zł.
Z jednej strony domu zmuszeni byliśmy wykonać konstrukcję, która utrzyma "opaskę" ze żwiru, tak aby uchronić budynek od wilgoci oraz spełni funkcję wysokiego obrzeża. Wynikało to z różnicy terenu, która występuje u nas na działce. W związku z tym jako pierwszy z kostki granitowej został wykonany murek. Budowaliśmy go tzw. systemem gospodarczym, podobnie jak wszystkie pozostałe obrzeża w ogrodzie.

My wybraliśmy obrzeża z jakiegoś tworzywa, które pod wpływem wody, działania promieni słonecznych i mrozów oczywiście się pokruszyło. Teraz szukamy jakiegoś zamiennika, ale nie chcę chyba znowu inwestować w jakieś z tworzywa…
Aniu, masz rację – warto rozważyć trwałe obrzeża. Przetestowałam rozwiązanie „na chwilę” i szczerze powiedziawszy, nie zdecydowałabym się na taką opcję po raz kolejny.